niedziela, 1 kwietnia 2012

MOJA MAMA

Moja mama dziś skończyła  56 lat.
Od stycznia bardzo bolało ją podbrzusze, 16 lutego poszła do ginekologa -okazało sie, że w podbrzuszu jest wielki 12 centymetrowy guz. 19 lutego przyjęli ją do szpitala-zrobili komplet badań,diagnoza- guz npl wstecznicy z przerzutem na wątrobę, zalecenie operacji ale mama jeszcze na własne życzenie wyszła na 2 tyg do domu. 12 marca operacja-usuneli guza. Wypuścili mamę 20 marca, w domu zaczęła lać się ropa i 22 mama wróciła do szpitala, ponieważ zrobiła się przetoka. Mama nadal w szpitalu, na szczęście trochę z nią lepiej, bo już było bardzo źle. Z pełnej życia kobiety w ciągu kilku tygodni stała się wychudzoną staruszką, która nie ma nawet sił iść do toalety. Tak bardzo się o nią boję, chociaż przy mamie trzymam fason bo jest bardzo tym wszystkim przestraszona.
W środę przyszedł wynik badania histopatologicznego- chłoniak złośliwy z przerzutem na wątrobę.

sobota, 15 października 2011

Tak dawno nie pisałam, że sama nie wiem od czego zacząć.
Od dwóch miesięcy bez przerwy towarzyszą nam choroby - najpierw Natalia przeziębiona, zaraz za nią Adrian, on wyzdrowiał,  ona znów złapała liszajca- kolejny antybiotyk, tym razem i Adrian się zaraził ale jemu wystarczyło smarowanie maścią Baktroban. Pediatra stwierdziła że prawdopodobnie ktoś z bliskiego otoczenia ma tą bakterię w sobie a u starszych osób to nie daje żadnych objawów i zasugerowała że pewnie któraś babcia może mieć nie wyleczone zęby, całuje dziecko i zaraża.
Przez 2 tygodnie ja byłam chora  a teraz znów Natalia. Na razie bez antybiotyku ale widzę że kaszel się nasila więc pewnie w poniedziałek znów pójdziemy do lekarza.
W międzyczasie był taki tydzień, że Adriana codziennie bolały nogi, aż płakał. Byliśmy u lekarza, zrobiliśmy badania i na szczęście wszystkie wyniki ok, nie ma żadnego stanu zapalnego  i lekarz podejrzewa, że to bóle wzrostowe. Dostałam skierowanie do ortopedy, bo on już miał kiedyś zapalenie stawów więc lepiej dmuchać na zimne.
22.08 byliśmy z Adrianem w CZD i okazało się że wszystko samoistnie się zarosło, zabieg nie jest potrzebny i już nie wymaga opieki kardiologa. To była nasza ostatnia wizyta u nich. Tak się bałam tych badań , bo na tej wizycie mieli nam wyznaczyć termin zabiegu . Zadzwonili do mnie w czwartek po południu , że mam się zgłosić w poniedziałek z dzieckiem na oddział, gdyż zwolniło się miejsce.  Byłam taka szczęśliwa jak usłyszałam że serce ma zdrowe jak dzwon :)
Od jakiegoś czasu mój syn pokazuje rogi- parę razy mnie oszukał, zdarzyło się że podrobił mój podpis na teście z polskiego. Nie wiem czemu bo dostał bdb. Nie pozwalam mu grać na playstation , jeśli nie odrobi lekcji więc on twierdzi że go nie kocham, że kocham tylko Natalię. Tłumaczę mu że zaczęła się szkoła, musi się uczyć i to że ja go gonię do nauki nie znaczy że go nie kocham. W czwartek poskarżył się mojej mamie, że się zdenerwowałam, bo nie odrobił religii to jak mu mama zaczęła tłumaczyć że musi odrabiać lekcje, to powiedział ,że ona tez kocha tylko Zuzię(moją bratanice). Nie wiem czemu tak się dzieję, bo przytulam go, zapewniam o swojej miłości do niego, opowiadam mu jak było  jak on był malutki a on ma czasem takie jazdy, że ręce opadają. I kilka razy się zdarzyło, że do D też pyskował, a kiedyś tego nie było. Rozmawiałam z koleżanką która miała taką sytuację jak u mnie że po 8 latach urodził jej się 2 syn i ten starszy też nie mógł sobie poradzić. Prawie 2 lata trwało zanim wszystko wróciło do normy, mówiła mi że już miała iść do psychologa bo nie potrafiła dotrzeć do niego.

Natalia 2 października skończyła rok, w zeszłą sobotę zrobiliśmy małą imprezkę. Chociaż ludzi  więcej niż na chrzcinach, bo brat wrócił z Holandii i była też moja przyjaciółka z mężem. Narobiłam się przed i po ale wszystko się udało. Przesunęliśmy imprezę o tydzień bo nasze babcie tak się polubiły, że pojechały razem na 5 dni do Zakopanego i wróciły 2 w nocy. Zadowolone, wypoczęte...
Muszę się pochwalić, że moja córcia od 10 września chodzi sama, tak więc podeptała roczek. Jest słodka, z każdym dniem mądrzejsza, taka mała pieszczoszka. Jak tak patrzę na nią to nachodzą mnie myśli o kolejnym dziecku. Może za 2 lata....D nie chce, ale może go przekonam.
W ten piątek firma organizuje imprezę, D będzie ochraniał a ja idę się bawić. Już się doczekać nie mogę, tak dawno nigdzie nie byłam. Teściowa zostanie z dziećmi, oby tylko te choroby poszły precz.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Daję głos ;)

Już kolejny raz zabieram się do napisania co u nas - może wreszcie uda mi się skończyć?
O urlopie już prawie zapomniałam, chętnie poszłabym znowu.  Mimo że pogoda mogła być lepsza, wyjazd był udany. Odpoczęłam psychicznie, czas spędzaliśmy rodzinnie - czego mi strasznie brakowało odkąd wróciłam do pracy. Nawet obecność Tomka nie psuła mi nastroju
Podróż powrotna była kiepska- przed samą Warszawą spaliło nam się sprzęgło- dojechaliśmy tylko na obrzeża - dokładnie na ulicę Marymoncką i koniec podróży.  100 km od domu! Zadzwoniliśmy po kolegę (nikt prócz niego nie mógł przyjechać)- czekaliśmy na niego od 22 do 1.30 w nocy. W domu byliśmy o 3.30. Natalia zniosła tą sytuację w miarę dobrze, natomiast Adrian odstawił histerię.
Zaraz po powrocie w sobotę miałam urodziny, ale chyba ta podróż dała nam się we znaki, na dodatek przez Tomka pokłóciłam się z D i to były najgorsze urodziny w moim  życiu.
Po tygodniu okazało się że Natalia złapała nad morzem liszajca zakaźnego- najpierw to wyglądało jakby zatarła się pod pachą a po 2 dniach zrobiło się okropne- wyglądało jak brzedziana, podeszło ropą dookoła czerwone. Przestraszyłam się, zadzwoniłam prywatnie do lekarza, bo to była sobota, kazała przyjechać bo stwierdziła że trzeba zaaplikować miejscowo antybiotyk, ale jak już zobaczyła stwierdziła że mimo że brzydko to wygląda to jest niegroźne. Mała dostała antybiotyk i nakaz kąpieli w nadmanganianie potasu- woda była czerwona, Natalia bała się i wrzeszczała przy każdej kąpieli. Na szczęście nie rozniosło się to paskudztwo bardziej.
Po 2 tygodniach znowu dopadły nas choroby- Adriana przeziębienie a Natalię  prawdopodobnie trzydniówka. Wczorajszy dzień i noc to był kryzys- gorączka nie spadała poniżej 39.5 ,  już miałam zamiar jechać na pogotowie. Ale w końcu jakoś zbiliśmy do 38. Niunia była marudna cały dzień , w nocy też spać nie mogła. Dziś D był z nią rano u lekarza, bo ja nie mogłam wziąć wolnego- lekarz stwierdziła że na 90% trzydniówka a 10% uszy, bo nie ma apetytu i łapie się za uszy. Mówiła że jeśli do środy jej nie przejdzie mamy przyjść znowu. Teraz już nie ma gorączki,  chociaż śpi jakoś niespokojnie. A może to jakiś ząb daje się we znaki bo nadal mamy tylko 2.
Natalia już chodzi trzymając się mebli, dodatkowo wszystko wędruje do buzi więc nie mogę jej spuścić z oka. Jak uśnie sprzątam, piorę ,trochę ćwiczę a potem jestem tak zmęczona, że padam z nóg...
Na blogi wchodzę najczęściej w pracy jak mam chwilę, ale tam nie mam możliwości komentowania.
A jak się zacznie szkoła, to chyba juz w ogólę będę się odzywała raz na pół roku ;)

Z D. przed wyjazdem przechodziliśmy kryzys, ale ostatnio jest fajnie. Zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, ja przestałam krzyczeć o wszystko a nawet jeśli wybuchnę to potem staram się łagodzić sytuację i widzę że i on też nad sobą pracuje i stara się patrzeć na pewne sprawy z mojej strony.
Dzięki mojej przyjaciółce popatrzyłam na wszystko z boku i zaczęłam sobie zdawać sprawę z pewnych rzeczy.
Teraz 22.08 idę do gina i chyba wezmę skierowanie na badanie hormonów bo jestem strasznie nerwowa. Może jeszcze mi się nie uspokoiły po ciąży ;)
Dziś do D. zadzwoniła OLA. Coś nie bardzo dogaduję się z dziadkami i przypomniała sobie o nas. Mam mieszane uczucia.Chciałabym, żeby nasze relacje były normalne, ale nie mogę zapomnieć jej zachowania wcześniej i tego że nawet na chrzest do Natalii nie przyszła...A teraz jak z nimi źle twierdzi ,że zrozumiała i że niby żałuje że zepsuła nasze relację bo przez chwilę było ok. Niby sobie zdaje sprawę, że źle się zachowywała, ale ja jakoś nie umiem w to uwierzyć. D. mówi że płakała, on dzwonił do byłej, która umywa od wszystkiego ręce. Po sprzedaży wspólnego mieszkania zrobiła dziadkom remont, miały tam mieszkać, a w końcu teraz wprowadziła się synowa, która zaprowadza swoje porządki, w zeszłym tygodniu dziadkowie byli w Gminie i wymeldowali Kasicę a Olki podobno się czepiają. Robi się niezły galimatias
Muszę sobie to wszystko poukładać w głowie. Dla mnie Ola = kłopoty. A z drugiej strony szkoda dziecka.



wtorek, 21 czerwca 2011

Jestem teraz w pracy, ale klientów nie ma więc może uda mi się napisać pare słów.
Wyjazd zbliza sie wielkimi krokami, mam nadzieję że pogoda dopisze. Martwię się jak Natalia zniesie podróż. Wyjeżdżamy koło 12-1 w nocy, lepiej tam rano poczekać na zakwaterowanie niz stac z nią 2-3 godziny w korkach, w upale. Nie lubie takch długich podróży- zaraz mam czarne wizje. A tirów na drogach - nienawidze.
Juz miałam stracha, że ja bedę musiała prowadzic bo D. ma jakiś problem z kolanem, w piatek był na pogotowiu i dostał antybiotyk. Nie mógł w ogóle stawać na nogę, ale na szczęscie już lepiej.
Muszę przed wyjazdem kupić jeszcze aparat fotograficzny, bo mój zginął w czasie przeprowadzki.
Jutro mam 1 zmianę więc po pracy wybieram się na rajd po sklepach :)
W czwartek wieczorem pakowanie, bo w piatek jeszcze oboje pracujemy a w sobotę przywitam sie z morzem ;) Ale się cieszę.
Mam nadzieję ,że odpocznę i uspokoje sie trochę bo jestem okropnie nerwowa.
Z  D ostatnio ciągle się kłocimy - nie wiem co sie dzieje.
Odezwę sie po powrocie, juz w lepszym (mam nadzieję) nastroju.

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Po chrzcinach

Wpadłam na chwilę złożyć meldunek co u nas, bo nadal brakuje czasu na bloga.

Wreszcie mam z głowy chrzciny. Impreza udana, chociaż przed- straszna nerwówka. We wtorek okazało się, że D. w sobotę pracuje, więc przełożyłam fryzjera na czwartek, a w środę okazało się że w czwartek też pracuje cały dzień. Myślałam że mnie szlag trafi jak się dowiedziałam. Na szczęście teściowa zaoferowała się że zostanie z dziećmi - więc obskoczyłam i fryzjera i kosmetyczkę. Moja koleżanka jest kosmetyczką, ma zrobiony w domu "mini" salon  i staram się raz w miesiącu do niej wpaść. Oprócz tego że mnie "upiększa" , to dodatkowo mam terapię psychologiczną :). A ostatnio było mi to bardzo potrzebne, bo nerwy miałam napięte do granic. Moja mama też do niej chodzi na masaże i hennę- była umówiona na piątek rano więc przy okazji zapłaciłam za nią  :).  Mama ucieszyła się z niespodzianki, a ja z tego że zrobiłam jej przyjemność.
Sobota to był sądny dzień- nawet mi się pisać nie chce. Ale udało nam się wszystko ogarnąć.
Mimo że msza w niedzielę była o 13.30 to o mały włos się nie spóźniliśmy :) I jeszcze przed samym kościołem się pokłóciliśmy. Natalia całą mszę przespała, nawet przy polewaniu główki się nie obudziła.
Przykro mi było strasznie, że nie mogłam przystąpić do komunii za swoje dziecko.
Impreza trwała do 20 - jedzenia zostało od groma, mimo  każdy wyszedł z wałówką.
Z kucharza jestem bardzo zadowolona- gotuje smacznie, stoły ładnie przystroił, zmywał i sprzątał- naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył.
I cena również dobra- chociaż jak się pytałam przed imprezą ile to będzie kosztowało to stwierdził że się dogadamy- a ja nie lubię czegoś takiego. Powiedział nam 150 zł- daliśmy 200 bo naprawdę się spisał i dodatkowo zrobiłam mu dobrą reklamę wśród znajomych :).
Poniedziałek miałam wolny- bo musiałam ogarnąć ten sajgon. I postanowiłam że to moja ostania impreza w domu. Nie dość że roboty ful przed, to po imprezie powtórka z rozrywki.

W zeszłym tygodniu miałam 2 zmiany, do 20.30 - D z dzieciakami wychodził po mnie a Natalia tylko mnie zobaczy, to śmieje się w głos, wierzga rękami i nogami i od razu wskakuje do mnie na ręce. I nie  da się odłożyć do wózka, ani do D na ręce też nie pójdzie jak ma mamę:) Fajne są takie powitania. Taka z niej mała pieszczocha.
Raczkuje, staje sama, rwie się do chodzenia za ręce.
Ostatnio jak D. był na nocy, poszłam do łazienki szykować Natalii wodę na kąpanie a Adrian z nią został w pokoju, ona się uderzyła  i zaniosła. Ja szybko przybiegłam ale bardzo się wystraszył, aż się popłakał i od tamtej pory nie chce zostawać z nią sam w pokoju.
Nadal bardzo się kochają, co mnie cieszy niezmiernie.
Coraz bliżej do naszego wyjazdu- nie mogę się już doczekać.
Na tydzień jedzie też moja przyjaciółka z mężem. I niedoszły chrzestny z rodziną. Jak tylko się dowiedział, że jedziemy też zamówił kwatery. Wkurzyłam się bo wcale nie mam ochoty na wspólny z nim wyjazd. Jestem na niego zła i nie wiem kiedy mi przejdzie, zwłaszcza że doszły jeszcze inne sprawy ale już dziś nie chce mi się pisać.

Zauważyłam że ostatnio mam sporo odwiedzin na blogu, co mnie bardzo cieszy. Komentarzy niezbyt wiele, ale w sumie ja tez mało komentuje. Chociaż miło byłoby wiedzieć kto mnie odwiedza ;)

sobota, 28 maja 2011

Nadrabiam..

Dziś miałyśmy z Miśką babski wieczór bo Duży w pracy na nocy, a Mały u mojej mamy. Mogę popisać chwilę bo ją uśpiłam ale ona na początku śpi bardzo czujnie i zdążę wstać z łóżka, a ona się budzi. Tak więc siedzę  sobie koło niej z laptopem na kolanach i może nadrobię zaległości chociaż mnie też łapie śpioch ;)

Wreszcie doczekałam się pierwszego ząbka- 25.05 wyszła prawa dolna jedynka. Teraz idzie lewa. Mała ciężko znosi ząbkowanie - marudna strasznie, budzi się w nocy , płacze, wszystko pcha do buzi z wielkimi nerwami. Szkoda mi jej , bo żel niewiele pomaga.

Wczoraj po południu miałam u Adriana w szkole imprezę na dzień mamy - dostałam różę i laurkę. Był nawet konkurs dla mam - dzieci nas narysowały i musiałyśmy zgadywać która jest która. Nie było łatwo - stawiałam na dwa obrazki i nie trafiłam. Trochę oszukiwałam i  poczekałam aż została jedna mama z ciemnymi włosami i wtedy już wiedziałam że to ja ;)

Z D. już lepiej , wyjaśniliśmy sobie parę spraw. Wie, że przesadził. Oboje jesteśmy zmęczeni i nerwowi. Jeszcze ten tydzień będzie ciężki - w niedziele chrzciny, a ja nie będę mogła wziąć urlopu, bo koleżanka z synem wyjechała na tydzień na zieloną szkołę . Postanowiliśmy,  że zrobimy imprezę w domu i to chyba nie był dobry pomysł. Jeszcze  nie jest sprzątnięte tak jak bym chciała, bo ostatnie 2 soboty pracowałam.  D. tez miał dużo pracy, a jak jestem sama z Natalią ciężko mi cokolwiek zrobić, bo ani na chwilę nie można jej spuścić z oka. Pełza po całym mieszkaniu i najbardziej ją korcą te miejsca,  które nie powinny. W foteliku, ani w wózku nie posiedzi nawet minuty - drze się jakby ją ktoś ze skóry obdzierał.
Poza tym muszę sobie kupić sukienkę, w czwartek idę do kosmetyczki, w sobotę do fryzjera i  boję się czy się ze wszystkim wyrobimy.  Na szczęście nie muszę gotować , bo nasz znajomy z pracy przygotowuje takie imprezy, więc przynajmniej to mam z głowy.
Niunia ma śliczną sukienkę ,  ale ona rośnie w zastraszającym tempie  i chyba  muszę jej wprowadzić dietę, bo się w końcu nie zmieści :)
W czwartek zamówiliśmy chrzest- bałam się,  że ksiądz będzie miał jakieś ale, bo jesteśmy po cywilnym, ale pozytywnie mnie zaskoczył. Nie zamawiałam chrztu w swojej parafii, tylko w tej gdzie teraz mieszkam, bo u mnie czekałaby mnie przeprawa z proboszczem.  Chociaż Tomka żona jest katechetką i uświadomiła nas , że ksiądz nie może odmówić chrztu. Na szczęście obyło się bez żadnych problemów- spytał nas tylko,  czy są przeszkody do zawarcia sakramentu. D. powiedział że tak , bo jego zostawiła żona i jest po rozwodzie.
Wcześniej myślał nad unieważnieniem małżeństwa, ale to nie są łatwe sprawy i dał sobie spokój.
Mojej przyjaciółki mąż składał podanie o unieważnienie i nie dostał. A u niego było tak,  że  z pierwszą żoną niby miał 4 dzieci i była w ciąży z 5, gdy powiedziała mu że jego jest tylko 2. I faktycznie - zrobił badania i  tylko pierwsza dwójka była jego.  Rozwiedli się,  on poznał moją przyjaciółkę, chcieli wziąć ślub kościelny, więc złożył podanie do sądu kościelnego. Sprawa ciągnęła się prawie 2 lata, byli przesłuchiwani świadkowie, ale małżeństwo nie zostało unieważnione. I mimo że tamta była winna rozpadu małżeństwa,  to oni ponoszą konsekwencje.


Odliczam już dni do 25 czerwca , bo zaczynam urlop i wyruszamy na 2 tygodnie na wczasy do Chłapowa :))). Już nie mogę się doczekać. Cieszę się,  bo  mieliśmy nigdzie nie jechać, albo jechać do Okuninki bo blisko. Ja mam stamtąd kiepskie wspomnienia bo byliśmy w zeszłym roku z Olką na kilka dni ,  było okropnie i nie mam ochoty tam wracać. Dowiedziałam się że należy mi się dofinansowanie na Adriana, D. też ma w tym roku dofinansowanie,  więc namówiłam go i jedziemy.  Kwaterę już zarezerwowałam, więc nie ma odwrotu. Jedziemy w sprawdzone miejsce, bo z Małą nie chcę jechać w ciemno.  Pokój śliczny, przytulny, do morza blisko. Mam nadzieję że pogoda będzie jak w zeszłym roku - przez całe 2 tygodnie mieliśmy same słoneczne dni.
Być może pojedzie moja przyjaciółka z mężem na tydzień więc będzie fajnie. 
Mam nadzieję, że Adrian nabierze tam apetytu, bo nerwicy dostaję z jego jedzeniem. Jedyne "danie" które mu smakuje to chleb z solą i pieprzem. Kanapki w szkole wyrzuca, w domu żaden obiad mu nie smakuje, nie je mięsa, wędliny, nabiału i ani prośby ani groźby na niego nie działają.
Rozpisałam się jak nigdy.
Idę spać,  bo moja córa wstaje o 6 rano i nie obchodzi ją,  że to niedziela i matka chciałaby pospać :)

środa, 25 maja 2011

Źle się dzieje ostatnio w moim małżeństwie - ciągle się kłócimy, o wszystko. Ostatnio jest więcej cichych dni niż normalnych.
Nie wiem czemu tak jest.
Od kiedy wróciłam do pracy, na wszystko ( prócz kłótni ) brakuje czasu.  Ja wchodzę, on wychodzi.
Oprócz pracy jeszcze przeprowadzka, zorganizowanie chrzcin, on robi u tego gościa który nam wynajmuje mieszkanie i dorwał jeszcze jedną klientkę i chyba nie radzi sobie z nadmiarem obowiązków, ale dlaczego swoje nerwy i frustracje wyładowuje na mnie ?
Mnie wkurza, że nie skończy jednego a bierze się za następne i nic nie jest zrobione jak powinno.

Mam nadzieję , że to chwilowy kryzys.